Historia Piotra: mi się nie udało

By |
Historia Piotra: mi się nie udało
5 (100%) 16 głosy

Dziś znowu obudziłem się na kacu… Podobnie jak wczoraj i tydzień temu. Za mną długa droga przeplatana okresami odwyków i trzeźwości, a potem powrotów do alkoholu. Przede mną – całkowita bezradność i zwątpienie, że jeszcze mogę coś zrobić. Podejmowałem już tyle prób, terapię indywidualną, mitingi AA, zażywanie Anticolu, kilka detoksów. Już nic więcej nie da się zrobić. Jeśli chcecie poznać moją drogę na samo dno – oto wspomnienia alkoholika.

Moje picie zaczęło się od nieśmiałości. Jako spokojny i cichy student, nie byłem zbyt popularny. A na imprezach byłem niemal niewidoczny. Zacząłem więc dodawać sobie animuszu pijąc. Zadziałało – z nikomu nieznanego studenta w ciągu roku stałem się królem imprez. I tak już zostało – w każdy wolny wieczór szukałem okazji, by wyjść na miasto i zaszaleć. Im więcej było alkoholu – tym zabawa lepsza.

Rano kac był nie do zniesienia, ale zawsze jakoś udawało mi się przetrwać dniówkę w pracy. I tak od imprezy do imprezy. Przez to nigdy nie założyłem rodziny – nie widziałem siebie w roli męża i ojca, zresztą która kobieta chciałaby się związać z takim wiecznym imprezowiczem jak ja.

Pić można wszędzie. I zawsze

W wielu 32 lat straciłem pracę i wielu znajomych, którzy pozakładali rodziny i nie mieli już ze mną wspólnego tematu do rozmowy. Wtedy zacząłem jeszcze więcej pić – już nie na imprezach, gdyż z racji utraty pracy nie było mnie stać na picie w lokalach. Piłem więc w domu, coraz częściej i coraz więcej.

Odwyki nie działały

Na pierwszy odwyk namówili mnie rodzice, jednak sam zrezygnowałem to trzech tygodniach zamknięcia w ośrodku. Potem trafiałem tam jeszcze dwa razy – za każdym razem detoks, potem terapia indywidualna i grupowa. Po drugim odwyku, który odbyłem w całości, wytrzymałem trzy miesiące, po czym zacząłem pić. Po kolejnym wytrzymałem dwa lata, a załamałem się po śmierci mamy. Wtedy picie wróciło ze zdwojoną mocą i trwało ponad trzy lata.

Moją ostatnią próbą walki z nałogiem była podjęta rok temu próba terapii z Anticolem. To to samo co Esperal, ale w formie tabletek; ponoć skuteczniejsze, ale mi nie pomogło. Nie mogłem wytrzymać bez picia i nawet groźba komplikacji zdrowotnych mnie nie powstrzymała – napiłem się zażywając jednocześnie lek. Skończyło się zapaścią i pobytem w szpitalu. Po tym porzuciłem zażywanie leku i ponownie piję. Choroba alkoholowa mnie pokonała.

Nie pomogły tak bardzo chwalone przez wszystkich mitingi AA, nie pomogła psychoterapia indywidualna, nie pomógł prowadzony przez pół roku pamiętnik alkoholika… A może po prostu to ja nie pomogłem samemu sobie? Teraz jestem po czterdziestce i nie mam pomysłu na inne życie. Brak pracy uczyniły ze mnie człowieka, który musi wręcz żebrać o jedzenie – i oczywiście o pieniądze na wódkę. W cieplejszym okresie po prostu siedzę na plaży – nie jest tak, że w ogóle wtedy nie piję – po prostu tego alkoholu jest dużo mniej. I na tym kończy się moja historia – ostatnią kartę zapisze najbliższa przyszłość.

2 thoughts on “Historia Piotra: mi się nie udało

  1. Zydek

    Pioter, każdemu się nie udało! Jakby się udało, to by na portale nie wysyłali swoich historii. To jest część polecanych na spotkaniach AA działań, które są częścią terapii. Alkoholik musi to z siebie wylać. Najpierw anonimowo, w sieci, a potem przy ludziach. Inaczej żadnego kroku nie zrobi do przodu.

    Reply
  2. Orwell

    Lepiej opowiadać o tym, że się jest alkoholikiem niż pisać w internecie. To kompletnie nie to samo jak się na głos mówi, że jest się alkoholikiem. Napisać można wszystko, jeszcze jak ludzie nie znają twojej twarzy, ale to nic nie daje, bo przecież nie ma żadnej terapeutycznej wartości.

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *